Dwa miesiące 2018 roku, które wstrząsnęły rynkiem ropy

AdobeStock_45974605.jpeg

Za nami rok 2018, który na rynku ropy naftowej obfitował w gwałtowne zwroty akcji, od których handlowcom cierpła skóra. Szczególnie dwa ostatnie miesiące minionego roku przewróciły większość wcześniejszych prognoz analityków do góry nogami. W tym czasie ropa straciła na wartości ponad jedną trzecią, powracając do poziomów z jesieni 2017 roku.

2018 rok rozpoczął się notowaniami ropy Brent (gatunek wydobywany z dna Morza Północnego, powszechnie uważany za referencyjny dla tego surowca) na poziomie około 67 dolarów za baryłkę. Większość ekspertów spodziewała się wówczas trendu wzrostowego. Nie brakowało opinii, że ropa przekroczy do końca roku poziom 80 dolarów, a pojedynczy analitycy wieszczyli nawet powrót – po raz pierwszy od 2014 roku – do trzycyfrowych notowań „czarnego złota”. Byli również i tacy, choć tu już faktycznie nieliczni, którzy nie wzbraniali się przed prognozowaniem, że do końca 2018 roku ropa Brent może kosztować nawet 120 dolarów za baryłkę.

Pierwsze miesiące minionego roku zdawały się nie potwierdzać tych optymistycznych (z punktu widzenia producentów ropy) przewidywań. Na początku lutego cena baryłki ropy spadła nawet poniżej 63 dolarów, jednak w marcu rozpoczął się marsz w górę, który – z jedną niewielką korektą na początku kwietnia – doprowadził do tego, że pod koniec maja ropie Brent brakowało już zaledwie kilkunastu centów do przebicia poziomu 80 dolarów za baryłkę, co nie udało się od końca 2014 roku.

Kolejne dwa i pół miesiąca to okres gwałtownych wahań ceny, sięgających od niespełna 80 dolarów do niewiele ponad 71 dolarów za baryłkę. Jednak mniej więcej w połowie sierpnia „byki” znowu wzięły górę nad „niedźwiedziami” i do początku października ropa podrożała o ponad 20 proc., do ponad 86 dolarów za baryłkę.

I właśnie wtedy kiedy wydawało się, że pierwsze optymistyczne prognozy zaczęły się sprawdzać, sentyment na rynku odwrócił się o 180 stopni. Ropa zaczęła tanieć, z każdym kolejnym tygodniem coraz bardziej gwałtownie. Ostatecznie 25 grudnia 2018 roku kosztowała już zaledwie 50,77 dolarów za baryłkę. To oznacza, że od szczytu z początku października straciła ponad 41 proc.

W sumie ropa Brent zakończyła poprzedni rok z ceną o blisko jedną piątą (albo ponad 12 dolarów) niższą niż go rozpoczynała. Po raz ostatni ceny w granicach 50 dolarów za baryłkę rynek obserwował jesienią 2017 roku.

Tyle suche liczby. A gdyby spróbować doszukiwać się powodów właśnie takich, a nie innych ruchów cen surowca? Początkowe przewidywania mówiące o wzrośnie notowań mogły być efektem sporej dyscypliny, którą wykazały w ramach porozumienia o ograniczaniu produkcji kraje OPEC+, włącznie z Rosją. W efekcie rynek zbilansował się szybciej niż oczekiwano. Co natomiast stało za gwałtowną wyprzedażą z końcówki roku? Wiele wskazuje na to, że swoją rolę mogły odegrać zapewnienia Arabii Saudyjskiej, Rosji i innych kluczowych producentów, że wypełnią ewentualne ubytki ropy irańskiej, wynikające z ponownego nałożenia na ten kraj amerykańskich sankcji, jak również niespodziewanie silny wzrost amerykańskiej produkcji łupkowej. Jeszcze pod koniec 2017 roku prognozowano, że w 2018 roku amerykańskie wydobycie zwiększy się o nieco ponad 1 mln baryłek dziennie. W rzeczywistości już latem było ono o 2 mln baryłek dziennie wyższe niż rok wcześniej.

Efekt? Dzisiaj analitycy są już dużo ostrożniejsi w swoich przewidywaniach na rok 2019. Dominuje wprawdzie przekonanie, że notowania nie pozostaną na tak niskich poziomach jak obecnie, ale gwałtownego odbicia cen również mało kto się spodziewa.