Niespodziewany spadek importu diesla

Fotolia_184123812_Subscription_Monthly_M.jpg

W pierwszym półroczu 2018 roku mieliśmy do czynienia z dość zaskakującym spadkiem importu podstawowych gatunków paliw do Polski, przede wszystkim oleju napędowego. Nie jest to jednak odwrócenie dotychczasowego trendu, a raczej korekta, wynikająca głównie ze zdarzeń jednorazowych.

Od 2016 roku, czyli od wejścia w życie tzw. pakietu paliwowego, który znacząco ograniczył "szarą strefę" na rynku paliw, zużycie paliw na krajowym rynku systematycznie rosło, a dynamika tego wzrostu była nawet dwucyfrowa. W pierwszej połowie obecnego roku wzrost nie był już tak spektakularny, ale nadal wynosił zdrowe 4 proc., czyli odpowiadał z grubsza dynamice wzrostu krajowego PKB.

Do tej pory rosnącemu zużyciu paliw w Polsce towarzyszył jeszcze bardziej dynamiczny wzrost importu tych produktów. Szczególnie widoczne było to na rynku diesla, który z końcem 2017 roku zaopatrywany był z zagranicy już w blisko 40 proc.

Pierwsza połowa 2018 roku przyniosła jednak zgoła odmienne dane. Krajowa sprzedaż oleju napędowego wzrosła o 4 proc., z 9,4 do 9,7 mln m sześc., ale jednocześnie import zmniejszył się aż o 30 proc., z 3,5 do 2,5 mln m sześc. W rezultacie jego udział skurczył się w ujęciu rok do roku z 39 proc. do 26 proc.

Malał również import benzyn silnikowych (o 7 proc., przy wzroście całkowitego zużycia o 6 proc.) oraz autogazu (o 5 proc., podczas gdy rynek ogółem urósł o 2 proc.).

Skąd się wzięły tak gwałtowne zmiany w strukturze dostaw paliw na polski rynek? Odpowiedź wydaje się relatywnie prosta. W pierwszej połowie 2017 roku obie krajowe rafinerie prowadziły prace utrzymaniowe swoich kluczowych instalacji, w tym rafineria w Gdańsku przez sześć tygodni była w ogóle wyłączona z eksploatacji, ze względu na odbywający się co cztery lata kompleksowy postój remontowy. W efekcie, żeby zrekompensować ubytek paliw produkowanych na miejscu, oba krajowe koncerny musiały sprowadzić znaczące ilości gotowych paliw z zagranicy. Były to wolumeny, których w tym roku nie było już potrzeby importować, bo za równo w Płocku, jak i w Gdańsku instalacje produkcyjne pracowały pełną parą. Wystarczy porównać wykorzystanie mocy przerobowych obu rafinerii w pierwszym półroczu 2018 i 2017 roku. W Płocku zwiększyło się ono z ok. 85 proc. do blisko 100 proc. W Gdańsku z ponad 80 proc. do ok. 99 proc.

Większość ekspertów jest jednak zgodna: krajowe zużycie paliw w kolejnych latach, o ile nie nastąpi jakiś kryzys, powinno nadal rosnąć. A przy krajowych rafineriach pracujących na niemal 100 proc. mocy, jedynym źródłem, zdolnym zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie konsumentów, będzie import. Zatem mimo drastycznego spadku zagranicznej sprzedaży paliw w pierwszych sześciu miesiącach 2018 roku, w średnim i dłuższym okresie nie ma w zasadzie alternatywy dla systematycznego umacniania się pozycji importerów na rynku.

Użyte w tekście dane dotyczące zużycia paliw pochodzą z raportu Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.